Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

Book of the M Club-Chapter 1d by ~wyznawca:iconwyznawca:



Gdyby magowie patrolowali miasto pewnie zauważyliby że tej nocy jeden z licznych pubów na starym mieście wydawał się podejrzanie nijaki. Po głębszym zbadaniu sprawy doszliby do wniosku że potężne zaklęcie tłumi aurę miejsca, nie pozwalało na wyczucie energii wewnątrz. Niestety, nie były to złote czasy magii, niewielu czarodziejów, którzy pozostali desperacko próbowało utrzymać przy życiu Akademię Sztuk Tajemnych. Nie mieli czasu na dbanie o miasto. Wspomniany klub był podzielony na kilka pomieszczeń. W jednym z nich stał tylko pojedynczy stolik z sześcioma krzesłami. Przed pięcioma zajętymi stały karteczki z imionami. Każda z postaci beznamiętnie gapiła się w puste szklanki na piwo stojące pośrodku stolika.
-Czy... ktoś wie po co tu jesteśmy?- powiedział Paweł Gerwach niewiele głośniej od rockowej muzyki rozbrzmiewającej w całym klubie. Pozostali albo pokręcili głowami albo nic nie zrobili. Nad stolikiem, jak burzowa chmura wisiał smutek. Uczucie beznadziejności przytłaczało, nikt nie wchodził do pomieszczenia, instynktownie unikając Wypalonych. Jakub Postrzeń westchnął i wyprostował się na krześle. Wyjął z kieszeni kopertę i rzucił na stolik przed sobą.
-Nie wiem jak wy, ale ja znalazłem pod drzwiami kopertę. W niej było zaproszenie tutaj. Gdyby nie pieczęć na kopercie olałbym to, jak całe życie. Ale pieczęć...-
Reszta spojrzała na niego i kiwnęła głowami. Jakub Postrzeń patrzył na kawałki laku na papierze. Pieczęć przedstawiała stylizowaną literę M pośrodku. Na lewo, ostrzem ku górze był sztylet, na prawo buteleczka. Nad literą unosił się czarny płomień, symbol wydziału Ciemności. Na dole znajdował się zwój z napisem „Dies Iræ”. Całość tworzyła znak klubu M. Piotr Korzeń oparł głowę na pięści. Drugą ręką zmiął kartkę ze swoim imieniem i rzucił nią przez stół.
-Jak na jakimś pieprzonym balu...-wymamrotał.
-Masz rację Piotrze, to bal. Powinniście się cieszyć. Przynoszę wam oczyszczenie. – głos wydobywający się z pustego miejsca zaskoczył wszystkich. Mrok ukształtował się w zakapturzoną postać trzymającą w ręku plastikową butelkę.
-Tak, jasne. Oczyszczenie. Ech... a kim ty w ogóle jesteś? – zapytał Marcin Dynia. Postać odwróciła głowę w jego kierunku.
-Jestem sługą mego pana. Mój pan jest potężny, i na tyle dobry, że chce wam pomóc. To – powiedziała stawiając butelkę na blacie. – jest wasze oczyszczenie. To jest wasza moc.-
Zebrani spojrzeli grobowym wzrokiem na chlupoczącą zawartość. Jakub Postrzeń zwiesił głowę, Marcin Dynia wzruszył ramionami, Piotr Korzeń gapił się na butelkę. Elżbieta Przekrzyk siedziała z podkulonymi kolanami pod brodę i milczała. Paweł Gerwach spojrzał spod oka na postać i parsknął.
-Tak? Chyba twój pan nie zna naszej sytuacji. Zostaliśmy Wypaleni. Jeśli nie wiesz co to znaczy to z chęcią ci wytłumaczę. Pozbawili nas całej magii jaką mieliśmy w sobie i zabliźnili wszystkie drogi jakimi mogliśmy ją pobrać z otoczenia. Wykastrowali nasze dusze. Pozbawili nas wszystkiego co było nam drogie. I nie ma sposobu żebyśmy odzyskali moc. Wbij sobie to, do tego pustego łba.- mówił Paweł ze spokojem, ani razu nie unosząc głosu. Postać przekrzywiła głowę na lewo i roześmiała się głucho.
-Niedoceniasz mojego pana. On nie ma zamiaru dawać wam nowej mocy. On obudzi moc jaką macie w sobie. Zapomnieliście, że kiedy zakładaliście klub złożyliście Przysięgę Krwi?- kiedy to powiedział pozostali unieśli głowy i z niepokojem spojrzeli na niego. Skąd wiedział o klubie? Nie, o tym mógł wiedzieć każdy, Rada mogła powiedzieć każdemu. Ale skąd wiedział o Przysiędze? O tym nie wiedział nikt, nawet Rada, właśnie dzięki Przysiędze nie byli wstanie wyciągnąć z nich nic o klubie i o tym co tam robili. Dziesięć lat męczyli się, aż dali pozwolenie temu Nowakowi na użycie całej jego mocy. To... to było okropne.
-No i co? Złożyliśmy Przysięgę, ale  i ona nas nie obroniła. Nowak... Nowak był zbyt potężny.- powiedział Paweł Gerwach.
-Nie mów o przeszłości, mój pan patrzy tylko w przyszłość. Mój pan chce obudzić moc jaka ma Przysięga Krwi. Chce aby wasza krew na nowo się zjednoczyła, aby uśpiona moc jaka przetrwała Wypalenie znowu krążyła w waszych żyłach. -
-To możliwe? Przecież nikt nigdy nie przełamał Wypalenia. Poza tym żadna moc nie przetrwała Wypalenia.-
-Przetrwała. Nie wasza, ale moc Przysięgi Krwi. Od tej pory będziecie czerpać moc z Przysięgi Krwi, z waszej jedności. Tym sposobem odzyskacie poprzednią potęgę, nie, staniecie się jeszcze silniejsi.-
Podnieśli głowy, spojrzeli na niego z zainteresowaniem. W ich oczach błysnęła nadzieja.
-Czego chcesz... za tą pomoc?-
-Ja? Ja nie mogę chcieć niczego. Mój pan chce tylko waszego oddania. Chce żebyście wrócili do prowadzenia klubu M, oczywiście nie w poprzednim miejscu, to raczej niemożliwe. Ale macie wrócić do działalności. Mój pan będzie wam wyznaczał cele, oczywiście oprócz nich będziecie mogli robić co tylko chcecie.-
Siedzieli w milczeniu, każdy w swoim sercu rozniecając tą nikłą iskierkę nadziei na jaką sobie pozwolili po tylu latach rozpaczy. Piotr Korzeń wstał.
-Nie. Nie powinniśmy tego robić. Nie powinniśmy wracać do tego co było. Przecież wiecie że to było złe. Nie wolno nam. Ponosimy teraz karę za to, za to że bawiliśmy się ludźmi. – spojrzeli na niego spod oka. Wyczuł ich wrogość, nie pozwolą mu teraz na odebranie im tej szansy. Wreszcie mogą wrócić do tego co było wcześniej. Wreszcie mogą odzyskać sens życia. Ich zimne spojrzenia osadziły go na krześle.
-Prze... przepraszam...- wyjąkał.
-Tylko tyle? Chyba wszyscy się zgadzamy, prawda?- powiedział Paweł Gerwach kładąc nacisk na ostatnie słowo i spoglądając na Piotra Korzenia. Piotr w milczeniu pokiwał głową, reszta przytaknęła.
-Dobrze więc, – postać podała każdemu szklankę i nalała do nich trochę szarej cieczy z butelki. – dodajcie do tego waszej krwi i poślijcie o jedno miejsce w lewo. Znowu dodajcie krwi i tak aż do uzyskania całego cyklu.- Z ociąganiem kaleczyli się kolejno w palce i dolewali kilka kropel swojej krwi. Kiedy szklanki przeszły cały okrąg postać wstała.
-Czy przysięgacie wierność mojemu panu?-
-Tak- powiedzieli razem.
-A wiec pijcie, i niech was wyzwoli.-
Szklanki uniosły się do ust, i szaro-czerwony napój z oczkami tłuszczu wlał się w gardła. Skrzywili się, ostry płyn lekko palił. Siedzieli i czekali.
-Już?- odezwał się Paweł Gerwach ze zdziwieniem.
Postać machnęła ręką i pośrodku stołu cienie zlały się w kształt świecy, która po chwili zabłysnęła płomieniem.
-Już. Spróbuj ugasić.-
Paweł niepewnie spojrzał na świecę i skupił na niej wzrok. Wyszeptał jedno słowo i płomień wybuchnął czernią, zgasł w jednym momencie, ale ciągle sprawiał że cienie powstawały, dłuższe, ciemniejsze, mocniejsze. Paweł uśmiechnął się.
-Moc, wróciła.- wybuchnął śmiechem.
Elżbieta Przekrzyk spuściła delikatnie nogi na podłogę. Długie czarne włosy zasłoniły jej  młodą twarz. Uśmiechnęła się. Wyszeptała kilka słów. Język kiedyś zapomniany teraz tak łatwo wślizgiwał się do umysłu. Mowa Ciemności popłynęła z jej ust. Mrok na jej ramionach zgęstniał, przybierając fakturę skóry. Czarna kurtka opadła na nią. Wyszczerzyła drobne białe ząbki i podniosła głowę. Okrągłe ciemno-czerwone okulary zabłysnęły na jej oczach. Spojrzała na zakapturzoną postać.
-Mów kim jesteś.- Szept Elżbiety zagłuszył muzykę w klubie. Pozostali skrzywili się ogłuszeni. Postać niepewnie poruszyła się na krześle.
-Mów kim jesteś! Iszer nat herew! Senge dores!- szyby zadrżały od słów mocy.
Postać skurczyła się w sobie, szata i kaptur rozwiały.
-Znam cię! Jesteś Zbigniew Pilner! Byłeś Ręką w klubie!- krzyknął Piotr Korzeń.
-Nie. To nie Pilner. Jego aura nie jest ludzka.- powiedziała Elżbieta. – Szener genvor! Przedstaw się, demonie!
Pilner łypnął spod oka na Elżbietę.
- Jestem Wężem Cienia, Srebrnookim. Jestem śmiercią moich zrozpaczonych wrogów. Jestem posiadaczem Mereruki znanej jako Szklany Odłamek. Jestem sługą mego pana, Mateusza Senrel, obecnego władcy Zbroi Mocy. Nazywają mnie Zwiastunem Zmierzchu.- jego szept rósł w siłę z każdym kolejnym słowem. – Byłem Ręką w waszym klubie, ale teraz to wy będziecie Rękami, Czarnymi Rękami mojego pana.
Elżbieta uśmiechnęła się drapieżnie i wybuchła śmiechem. Pozostali członkowie klubu M dołączyli się do śmiechu. Muzyka w klubie zmieniła ton na mocniejsze brzmienie. Korn rozbrzmiewał z całą mocą utworu „Wake up Hate”. Do stolika podeszła kelnerka pytając się co podać.
***
Hanna witała świt stojąc na krzyżu na czubku Kościoła Mariackiego. Przewiewne ubranie i śnieżnobiałe skrzydła łagodnie falowały na niewidzialnym wietrze modlitw. Anielica objęła łagodnym wzrokiem miasto, i budzących się ludzi. Uśmiechnęła się, i rozpostarła ręce na boki. Czuła dobroć bijącą z serc, może jakoś sobie poradzi bez tamtego jednorożca. Nowy jest zbyt młody żeby przyjmować na siebie wszystkie grzechy, będzie musiała mu pomóc. Ale w tak piękny poranek nie była w stanie się martwić. Wzięła głęboki oddech i roześmiała się, szczerze, otwarcie. Jakby w odpowiedzi dobiegł ją śmiech, gdzieś ze Starego Miasta.
Spojrzała tam wesołym wzrokiem. Nagle jej serce zamarło, ściśnięte lodowatą dłonią. Śmiech ze Starego Miasta wcale nie był radosny. To był śmiech grupy ludzi o gardłach przeżartych krwią jednorożca i sercach zgniłych od zła. Hanna zgarbiła się i przykucnęła na krzyżu. Jednak bycie Aniołem Zarządcą tego miasta nie będzie łatwe. Uniosła głowę i uśmiechnęła się. Ale nawet w tym śmiechu słyszała jedną czystszą nutę od fałszującej reszty. Nawet w tak okropnych ludziach, ktoś miał wątpliwości czy to co robią jest słuszne. Nawet w takiej grupie ktoś miał sumienie. Jednak Pan czuwa nad swoimi dziećmi. Świetliste lotki łagodnie furkotały.
***
©2008-2009 ~wyznawca
:iconwyznawca:

Author's Comments

kolejny rozdzialik....

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
No comments have been added yet.

Details

March 26, 2008
13.2 KB

Statistics

0
0
31 (0 today)
0 (0 today)

Site Map