Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

Book of the M Club-Chapter 1c by ~wyznawca:iconwyznawca:



Damian Szawnia stał na moście Piłsudzkiego, opierając się piersią o barierkę. Absurdalna pora jaką była czwarta rano wyludniła ulice. Jedynie gdzieniegdzie trafiał się jakiś lokalny miłośnik tanich win. Damian wsłuchał się w cichy szum Wisły i westchnął.
-Co pani tu robi o takiej godzinie?- zapytał słysząc odgłos kroków.
-Sprawiałeś wrażenie jakbyś chciał o czymś porozmawiać, Damianie.- powiedziała Stanisława Koszyniecka, stając obok niego.
-Po prostu naszły mnie złe myśli. Przypomniałem sobie...wojnę. To co wtedy się działo. To co ja...zrobiłem.- Damian otrząsnął się.
-To był stare czasy. Musieliśmy to robić, to był jedyny sposób.-
-Niby tak, ale ja... ja to ciągle widzę. To co robiliśmy.-Słowa wylały się z niego jakby pękła tama.-Wiem, że musieliśmy zabijać, wiem że to była równa walka, oni też mieli magów. Tuż za oddziałami SS szli adepci instytutu Thule. Ale najpierw walczyliśmy ze zwykłymi ludźmi, pamiętam to. Byli tacy słabi, a ówczesna Rada zniosła zakaz zabijania przy pomocy magii. Całe oddziały padały przed najsłabszymi z nas. Zabijałem, wtedy każdy zabijał. Widziałem wielkich magów Światła mordujących dziesiątki bez mrugnięcia okiem. Pamiętam to uczucie siły ,świadomość władzy nad innymi. Pamiętam...pamiętam jak pierwszy raz użyłem całej mocy. Wyrwałem temu chłopakowi krew z żył. Ciągle śni mi się po nocach jego twarz, wykrzywiona w niemym krzyku. Pękły mu struny głosowe, nie mógł krzyczeć. Wtedy po raz pierwszy przestraszyłem się tego co mogę zrobić. I zobaczyłem że oni też są ludźmi. Ale przyszedł on. I pokazał nam że jesteśmy lepsi od tamtych. Wtedy to było takie proste. O wiele lepiej było nie widzieć we wrogu człowieka. Traktowaliśmy ich jak zwierzęta. I wtedy to zrobiłem. Przez ten głupi gest, uczyniony w szale mordowania nie mogę się teraz zestarzeć. Ale to mój cierń, moja blizna pamiątka po tym, czym byłem. A potem wszystko się skończyło. Bo zabili go. Właściwie to my go zabiliśmy, jeden niewielu magów Światła który się opamiętał zaatakował go znienacka. On oczywiście się obronił, i potem był na tyle wspaniałomyślny że postanowił wybaczyć mu ten atak, jeśli tylko udowodni swoją lojalność. Miał po prostu zabić kolejnego Niemca, i to oficera SS. Ale ten mag Światła wiedział, że to uzależnia. Że kiedy się zacznie, nie można skończyć. Więc odmówił. On kazał mu patrzeć jak inny Świetlisty zabija tego Niemca. Wypalił mu oczy i usta. Oficer jeszcze coś bełkotał kiedy jego umysł wypełnił się światłością niszczącą każdą myśl. A potem on popełnił swój pierwszy i ostatni błąd. Poddał tego maga Wypaleniu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co to znaczyło pozbawić kogoś Daru.Ale zobaczyliśmy co się stało z magiem. Stał się bierny, już nic go nie obchodziło, jakby stracił sens życia, całą radość ze świata. Był zbyt bierny nawet na samoobronę, czy jedzenie. Zdawał się ledwo oddychać gasł w oczach. Po tym wielu z nas zdradziło go w bitwie. W tym i ja. Nie jestem z tego dumny, właściwie to wiele razy żałowałem że wtedy stchórzyłem. Wolałbym tam zginąć. Może to zmyłoby moje grzechy. Ale to my go zabiliśmy. To była chyba ostatnia walka z Niemcami którą udało nam się wygrać.  W przerażeniu, aby ktoś taki znowu nie powstał, spróbowaliśmy zniszczyć to, co wydawało nam się źródłem jego mocy. Rozdzieliliśmy zbroję i ukryliśmy jej elementy. A potem przegraliśmy wojnę. -Damian zwiesił głowę. Wyciągnął z wnętrza kurtki słuchawkę od odtwarzacza mp3 i wsadził ja do ucha.
-Nowak zostawił mi wiadomość. Znalazłem ją w kieszeni kurtki. Przeczytaj.- podał Stanisławie zmiętą kulkę papieru. Dziekan wydziału Światła rozwinęła ją i przez moment czytała marszcząc brwi.
-Kim jest Zbigniew Pilner?-
-To był student wydziały Ciemności. Był jednym z wyżej postawionych w tym klubie.-
-Czy on...-zawiesiła głos.
-Czy go Wypaliliśmy? Tak.-
-Ale jakim cudem mógł używać magii po tym? Chyba  że...
-Nie odnotowaliśmy zniknięcia żadnego z artefaktów. A jedyne, jakich nie monitorujemy -Damian wcisnął klawisz play.- to części zbroi.-
Stali przez moment w milczeniu.
-Wiesz co?- Odezwał się Damian. -Cały czas słyszę zew tej rzeki. Pragnie się wyzwolić, uciec od uregulowanego koryta, widzę jak się dusi, jak zatruwają ją chemikalia, jak trują śmieci. Woła do mnie, jak konająca błaga o pomoc. Boję się że kiedyś nie będę miał wystarczająco dużo siły aby oprzeć się temu zewowi. Boję się że znowu popełnię błąd.-
Stanisława spojrzała na Księżyc, i poczuła pod skórą cichy i odbity zew Słońca, błagającego aby je uwolnić z okowów spokojnego cyklu dnia i nocy. Aby pozwolić mu wreszcie wypalić tę małą skałę, tak nieznośnie niebieską i zieloną. Stasia wzdrygnęła się.
-Wiesz co robią z człowiekiem fragmenty zbroi?- Zapytał Damian. Koszyniecka pokręciła głową.- Pomagają spełnić marzenia i najskrytsze żądze. Pomagają zdjąć bariery moralności i sumienia. I tego boję się najbardziej. Przez to boję się ścigać tego chłopaka. Przez to że fragment może... wpaść w moje ręce. -Stali długo w ciszy, wpatrując się w światło odbite od tafli. Każde z nich zastanawiało się, co też może przynieść przyszłość, i co powinni zrobić. W słuchawce Disturbed śpiewali : "...the world is a scary place; Now that you've woken up the demon in me...".
©2008-2009 ~wyznawca
:iconwyznawca:

Author's Comments

Część trzecia pierwszego rozdziału (chyba?) pierwszej Księgi Klubu M. - Czarne Ręce

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
No comments have been added yet.

Details

March 18, 2008
7.3 KB

Statistics

0
0
26 (0 today)
0 (0 today)

Site Map